Tu jesteś:

PPP reaktywacja

Dworzec w Sopocie

Partnerstwo publiczno-prywatne (PPP) w Europie działa doskonale, w Polsce wciąż kuleje, mimo że w uchwalaniu prawa byliśmy pionierem. Gdy spowolnienie gospodarcze puka do drzwi instytucji publicznych, coraz więcej z nich zaczyna sobie przypominać o PPP.*

W ciągu czterech lat od wejścia w życie nowej ustawy o PPP w 2008 r. zawarto raptem 44 umowy, z czego ponad połowa nie została sfinalizowana. Dla porównania w ciągu ostatniej dekady w Wielkiej Brytanii w ramach PPP wybudowano ponad 800 nowych szkół, 44 szpitale, a nawet 13 budynków infrastruktury więziennej. Taki wynik daje Anglikom 53 proc. udział europejskim rynku PPP. Dla porównania Hiszpania ma 11 proc., a Polska – tylko 1,7 proc.

Nowe otwarcie

Poznań otworzył właśnie nowy rozdział w historii partnerstwa publiczno-prywatnego w Polsce. Miasto podpisało ze spółką Sita Zielona Energia umowę na projekt, budowę, sfinansowanie i eksploatację przez kolejnych 25 lat spalarni odpadów komunalnych. Inwestycja warta 725 mln zł ma być ukończona w 2016 r. Sfinansuje ją inwestor ze środków własnych i pożyczki udzielonej przez konsorcjum trzech banków oraz 325 mln zł unijnej dotacji. Poznańska spalarnia jest bowiem projektem hybrydowym, tzn. takim, który wykorzystuje pieniądze publiczne, prywatne i unijne. Miasto, które będzie jej właścicielem, dało teren i pozyskało unijny grant. W skali kraju to pionierska inwestycja.
– Pierwsza na tak dużą skalę, największa realizowana w PPP, pierwszy projekt hybrydowy, który na dodatek dostał duże wsparcie doradcze od Ministerstwa Rozwoju Regionalnego – wylicza Bartosz Korbus, prezes Instytutu Partnerstwa Publiczno-Prywatnego. Projekty hybrydowe to rzadkość nawet w Europie. Według EPEC (European Public-Private Partnership Expertise Centre) jest ich nieco ponad 40.
Pierwsza Polska inwestycja hybrydowa trafiła na listę projektów indywidualnych Programu Infrastruktura i Środowisko 2007–2013. Zanim doszło do podpisania umowy, upłynęło sześć lat, w tym dwa lata trwała sama procedura przetargowa. Nie bez znaczenia było tu doradztwo i uczestnictwo w pracach komisji przetargowej przedstawicieli MRR. – To pionierska inwestycja w naszym kraju realizowana w formule PPP, którą od początku wspieraliśmy – mówi z dumą wiceminister MRR Adam Zdziebło. Teraz resort liczy, że w ślady Poznania pójdą kolejne samorządy. Na to liczy też Sita, która już poszukuje kolejnych projektów spalarni w ramach PPP.

Kolejka chętnych

W bazie projektów PPP Ministerstwa Gospodarki takich umów jest dziś w Polsce realizowanych 35. Samorządy mają w zanadrzu jeszcze 67, ale te są dopiero na etapie pomysłu. Jeszcze mniej jest projektów hybrydowych. Raptem 12, z czego 9 projektów dotyczy budowy sieci szerokopasmowego internetu. Pozostałe projekty hybrydowe w PPP to wspomniana poznańska spalarnia, baseny mineralne w Solcu-Zdroju (wartość inwestycji: 16 mln zł, w tym 7 mln zł unijnego grantu) oraz rewitalizacja dworca kolejowego w Sopocie, w którym powstanie kompleks usługowo-handlowy z hotelem i parkingiem podziemnym (wartość projektu 96 mln zł w tym 42 mln zł środki unijne).

Na Sopocie lista się nie zamyka, ale samorządy realizują w większości projekty bez wykorzystania unijnych środków. We Wrocławiu w ramach PPP planowana jest budowa alei Wielkiej Wyspy, czyli 3,8 km drogi łączącej obwodnicę śródmiejską z terenami wyspy. Do tego dwa mosty nad Odrą i Oławą. Prywatnego partnera dla wartej 400 mln zł inwestycji urzędnicy chcą wybrać jeszcze w tym roku. Wrocław ma już doświadczenie w projektach PPP, bo buduje w tej formule parkingi. Tak samo jak Kraków, który dwa lata temu, wspólnie z hiszpańską spółką Ascan, wybudował za 63 mln zł pierwszy w Polsce parking w PPP. Przez następne 70 lat Ascan w ramach swojego wynagrodzenia będzie pobierał opłaty od kierowców – to najdłuższa jak dotąd umowa z samorządem. Na tym krakowska lista PPP się nie kończy. Miasto już przygotowuje kolejne inwestycje PPP, takie jak centrum sportowe z kompleksem basenów (w tym kryty basen olimpijski z trybunami na 3 tys. widzów) przy ul. Eisenberga za 45 mln zł, mieszkania komunalne, kolejne parkingi podziemne czy rozbudowa miejskiego archiwum na Załęczu. W tyle jest Warszawa, która przez lata zaniedbywała PPP. Dopiero niedawno stołeczni urzędnicy wyjęli z szuflady przygotowany kilka lat temu projekt „Przystanek dla Warszawy”. Ratusz wybrał dwie firmy, AMS i Ströer Polska, które w ciągu trzech lat wymienią 1,6 tys. wiat przystankowych. W zamian zatrzymają zyski z wynajmu powierzchni reklamowych i citylightów. Oprócz tego stolica chce znaleźć prywatnych partnerów m.in. do budowy parkingów podziemnych i lokali komunalnych, na które ma 115 mln zł.

Mali prymusi

PPP nie jest jednak domeną wyłącznie wielkich miast. Przeciwnie, prym wiodą raczej małe gminy, które realizują niewielkie inwestycje. Pierwszy na Mazowszu kontrakt w tej formule podpisał mały podwarszawski Karczew. Zlecił niemieckiej firmie Simens termodynamizację 10 budynków oświatowych za 13 mln zł. Partnerzy zostaną ze sobą 15 lat, a gmina będzie płaciła wynagrodzenie dla inwestora w formie opłaty za dostępność – z oszczędności na energii cieplnej i elektrycznej, które zapewni modernizacja budynków. Niemal identyczny projekt już od trzech lat Simens prowadzi wspólnie z gminą Radzionków w woj. śląskim. Gmina Żory w ramach PPP planuje wybudowanie u siebie Centrum Tenisowego z zapleczem hotelowym, największego w regionie. Powiat w Żywcu, jako pierwszy w Polsce, podjął się budowy szpitala w formule PPP. Wyłonił kanadyjską firmę InterHealth Canada na prywatnego partnera, z którym do 2015 r. chce na Polach Lisickich postawić placówkę o powierzchni 22 tys. mkw. Z lądowiskiem dla helikopterów, o którym marzą nawet stołeczne szpitale. Wartość inwestycji to ok. 140 mln zł, a prywatny inwestor będzie zarabiał na świadczeniu usług medycznych.

– Oprócz udanego partnerstwa są oczywiście i projekty nieudane, jak Termy w Gostyninie, gdzie prywatny inwestor zbankrutował – mówi Bartosz Korbus. Parki wodne mają zresztą wyjątkowego pecha. W ramach PPP takie inwestycje chciały już budować: Elbląg, Katowice, Nałęczów, Sanok, nawet Lidzbark Warmiński; nigdzie się nie udało – dodaje. Nie wypaliła też budowa stadionu miejskiego z galerią handlową w Olsztynie. O przedsięwzięcie warte przynajmniej 200 mln zł starały się m.in. Echo Investment i Miastoprojekt Wrocław, ale ostatecznie nie zdecydowała się żadna z nich.

Przezwyciężyć uprzedzenia

Mimo działającej ustawy o PPP wynik zrealizowanych projektów plasuje nas w ogonie Europy. – Większość inwestycji realizowanych w latach 2007–2013 była finansowana z pieniędzy publicznych i w bardzo dużym stopniu ze środków UE, które skutecznie zastąpiły PPP. Taki model już się nie powtórzy w okresie budżetowym 2014–2020 – wyjaśnia Tadeusz Góralski, prezes Zarządu Quality All Development, funduszu, który od lat realizuje inwestycje w tej formule. Zwraca też uwagę na źle sformułowany w prawie podział kompetencji między partnerami.
– Instytucja publiczna najczęściej angażuje się w mniejszym stopniu w inwestycję, wnosząc np. grunt, który stanowi do 30 proc. całości nakładów. Inwestor prywatny w formie gotówki wnosi pozostałe 70 proc. Instytucja publiczna, która dba jednak o dobro publiczne, oczekuje, że to ona będzie sprawować kontrolę nad inwestycją. To jest formuła nieakceptowalna przez inwestora prywatnego, bo takie rozwiązanie jest zbyt ryzykowne i nieopłacalne – wyjaśnia Tadeusz Góralski.

Inwestorzy wolą projekty realizowane w modelu koncesyjnym, w którym ich wynagrodzenie opiera się głównie na opłatach wnoszonych przez użytkowników usług publicznych świadczonych w ramach kontraktu. Bartosz Korbus, prezes IPP, zwraca też uwagę na niechęć samorządów, które do tej pory niezbyt chętnie chciały realizować projekty w PPP i wolały model tradycyjny.
– Być może to rodzaj jakiejś blokady, bo nagle się okaże, że partner prywatny jest skuteczniejszy od publicznego – przekonuje Korbus. I dodaje: – PPP w Polsce w ogóle owiane jest jakąś czarną legendą, konserwującą niskie zaufanie społeczne do sytuacji, w których trzeba płacić prywatnej firmie za publiczną inwestycję z publicznych pieniędzy – tłumaczy Bartosz Korbus. Takie rozumowanie powoli się zmienia, jak pokazuje niedawny raport NIK, który stwierdza, że w przetargach i umowach publiczno-prywatnych nie ma większych błędów i uchybień niż w tradycyjnych.

Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jeden niezbędny element, jakim jest centralne wspomaganie. – Tu się ostatnio dużo poprawiło. Spójrzmy choćby na pomoc, jaką ministerstwo wsparło Poznań przy projekcie spalarni. Dało im doradców, zapewniło wsparcie merytoryczne, pomogło przy rozpisaniu przetargu – wylicza Bartosz Kobus. Resort powołał u siebie Departament Wsparcia Projektów PPP, który służy doradztwem i pomocą prawną, szkoli urzędników i pracuje z Komisją Europejską. Dwa lata temu utworzył Platformę PPP, która skupia na razie 82 podmioty i służy wymianie doświadczeń. Partnerstwo mocno promuje też Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, a resort gospodarki prowadzi bazę projektów w Polsce.

Instytucje rządowe kładą coraz większy nacisk na rozruszanie PPP, bo dostrzegają, że to stymuluje gospodarkę. Ponadto rozkłada ryzyko między partnerów, nie obciążając deficytu publicznego. PPP pozwala inwestować nawet wtedy, kiedy w budżecie brakuje środków. Daje publicznym instytucjom dostęp do prywatnego kapitału i jest dobrą alternatywą dla prywatyzacji. Na dodatek inwestycje w PPP są realizowane szybciej i lepiej i taniej – nawet o 15 proc.

* Artykuł ukazał się w majowym wydaniu Magazynu THE CITY.

Średnia ocena

Na podobny temat

Komentarze

Zaloguj się aby móc dodawać nowe komentarze.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej tutaj. ×