Tu jesteś:

Kobiety sukcesu – ścieżki kariery w nieruchomościach

Anna Malarczyk, Monika Dębska-Pastakia, Agnieszka Jachowicz, Magdalena Szulc,

Nieruchomości to męski biznes. Kobiety na eksponowanych stanowiskach zdarzają się tutaj rzadko. Pięć z nich zgodziło się na łamach The City opowiedzieć o tym, czy kobiecie łatwo jest zrobić karierę w tej branży.

Unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding twierdzi, że kobiety są ostrożniejsze, popełniają mniej błędów, a gdyby zamiast Lehman Brothers istniał bank Lehman Sisters, nie mielibyśmy dziś na świecie tak ogromnego bałaganu.

Tymczasem w nieruchomościach rządzą mężczyźni. Oni zasiadają w zarządach i fotelach prezesów. A panie? Zajmują stanowiska menadżerskie albo stoją krok za prezesem. Świat biznesu patrzy na nie z pewną nieufnością i w ostatecznym rozrachunku na tym traci. Bo, jak mówią moje rozmówczynie, kobiety dobrze sprawdzają się zwłaszcza w trudnych, kryzysowych czasach. Dzisiaj, żeby robić biznes, potrzeba dużo zaufania, ważniejsze niż jeszcze kilka lat temu stały się relacje, empatia, zrozumienie potrzeb naszej firmy, ale i drugiej strony. Jeśli chodzi o tego rodzaju umiejętności, są one bezkonkurencyjne.

Magdalena Szulc: Nikt nas nie pochwali

Gdy we wrześniu 2008 r. upadał jeden z największych amerykańskich banków, Magdalena Szulc właśnie obejmowała stanowisko szefowej polskiego oddziału Segro. – Rynek się załamał, w gospodarce działy się rzeczy bez precedensu. Nikt tak naprawdę nie potrafił oszacować, jaka jest skala zniszczeń – mówi o okolicznościach swojego awansu. Nie przestraszyła się, ale spokojnie i metodycznie zaczęła działać. – To dla wszystkich było trudne doświadczenie. Najpierw zaskoczenie, potem mobilizacja. Stworzyliśmy strategię i skupiliśmy się na jej konsekwentnej realizacji. Założyliśmy trudne, lecz realne plany – opowiada. – Kobiety są bardziej zachowawcze niż mężczyźni. Ale taki sposób zarządzania firmą sprawdza się w kryzysie. Zbyt ambitne cele, których nie da się zrealizować, demotywują zespół.

Pani Magdalena, zapytana o to, czy w swojej codziennej pracy spotyka dużo kobiet, odpowiada, że coraz więcej. Zwykle zajmują stanowiska menadżerskie. Zdecydowanie mniej jest ich w zarządach spółek. – Kobietom znacznie trudniej niż mężczyznom jest robić karierę, piąć się na szczyt. I chociaż przykro mi o tym mówić, to same jesteśmy sobie winne – twierdzi. – Nie potrafimy odpuścić. Chcemy być świetne we wszystkim, musimy być najlepszymi pracownicami, żonami, matkami, kucharkami, zawsze świetnie wyglądać. A na dodatek nie doceniamy siebie. Czekamy, że ktoś inny nas pochwali. Tymczasem mężczyźni nie chcą nas chwalić, rozpychają się łokciami i walczą o swoje. I my też musimy – dodaje.
Magdalena Szulc, jak sama mówi, awansowała w dobrym momencie, gdy jej córka Natasza miała dziewięć lat i stała się bardziej samodzielna. Podróżuje służbowo, lecz nie jest to dla jej rodziny bardzo uciążliwe. Jedną albo dwie noce tygodniowo spędza poza domem. – Ale gdzieś tam w ostatecznym rozrachunku taki układ jest dobry dla wszystkich – zapewnia. – Moja córka ma szczęśliwą, zrealizowana matkę, a mąż zadowoloną żonę. Gdy jestem już w domu, z radością poświęcam najbliższym cały czas i uwagę. I nigdy nie miałam poczucia, że coś mnie w życiu ominęło. – Według pani Magdy to nie dzieci i rodziny przeszkadzają kobietom robić karierę. Hamuje je brak pewności siebie oraz docenienia swoich zalet i umiejętności.

Monika Dębska-Pastakia: Zachodnia moda na patriarchat

Gdy w latach 90. partnerzy biznesowi Moniki Dębskiej-Pastakia przyjeżdżali do Warszawy, byli zaskoczeni, że w nieruchomościach pracuje tutaj tak dużo kobiet. – Wtedy wydawało się, że jesteśmy na dobrej drodze, by kobiety zaczęły zasiadać w zarządach firm, że będą miały większy wpływ na kształtowanie rynku – wspomina pani Monika. – Ten schemat, gdzie kobieta nie robi kariery, ale wychodzi za mąż, rodzi dzieci i jest „przy mężu”, przyjechał do nas razem z zachodnimi korporacjami. W Polsce było inaczej. Cokolwiek nie mówić o byłym systemie politycznym, kobiety miały swoje prawa, były wysyłane do pracy, sadzane na traktorach… Moja mama pracowała, ja też zawsze wiedziałam, że będę zarabiała na swoje utrzymanie.

Gdy jako młoda dziewczyna pani Monika zaczęła zastanawiać się nad wyborem studiów, myślała o nieruchomościach. Ale w Polsce rynek komercyjny jeszcze wówczas nie istniał, a jedynymi związanymi z daną problematyką kierunkami do wyboru były architektura mieszkaniowa albo przemysłowa. Myślała też o projektowaniu wnętrz, ale w końcu, za namową taty, wybrała zupełnie inny kierunek – żywienie człowieka – oferowany przez Akademię Rolniczą w Warszawie, ale po dwóch latach przerwała naukę i wyjechała do Wielkiej Brytanii. W czasie gdy Monika Dębska przebywała za granicą, w Polsce wprowadzono stan wojenny, dlatego została. Zaczęła studia gospodarki przestrzennej w Londynie. Jeszcze w trakcie nauki dostała kilka ofert pracy. Pracując, rozpoczęła studia podyplomowe, które umożliwiały jej zostanie członkiem RICS (obecnie jest prezeską tej organizacji w Polsce). Do dzisiaj pamięta, że na 80 osób, które otrzymały uprawnienia RICS, były tylko trzy kobiety.

Na przełomie lat 80. i 90. kobiety w brytyjskim świecie nieruchomości spotykało się rzadko. Gdy pani Monika dostała propozycję pracy dla tworzącego się działu nieruchomości w Price Waterhouse w Polsce, czuła, że tutaj jest zupełnie inny świat. – Dzisiaj to Zachód zbliża się pod tym względem do nas. Tamtejsze kobiety chcą pracować, rozwijać się zawodowo – komentuje. Powrót do Polski i uczestnictwo w tworzącym się dopiero rynku był wspaniałym doświadczeniem, czymś nie do powtórzenia w dzisiejszych warunkach. – Zajmowaliśmy się wszystkim, co było do zrobienia. – wspomina pani Monika. – Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Jeździłam po Europie Centralnej i Wschodniej: Praga, Budapeszt, Łotwa, Ryga, Sofia, Moskwa, Petersburg. Nie mieliśmy jeszcze wtedy dzieci, więc decyzje o zostaniu dłużej w pracy albo służbowych podróżach przychodziły mi o wiele łatwiej.

W 1998 r. Price Waterhouse połączył się z Coopers & Lybrand. Przed fuzją PW zaczęła wyprzedawać spółki zależne, m.in. tę zajmującą się nieruchomościami. Monika Dębska-Pastakia razem z dotychczasowym wspólnikiem wykupili ją od PW i związali się z firmą Knight Frank z Wielkiej Brytanii. – To był bardzo ciężki okres. Dzisiaj mało kto zdecydowałby się na taką harówkę. Pracowałam siedem dni w tygodniu, na okrągło. Zamykałam komputer w biurze po to, żeby godzinę albo dwie później włączyć go w domu – wspomina. – Moja starsza córka była już wtedy na świecie. Ale daliśmy radę: babcia, dziadek, opiekunka – to była bardzo dobrze przemyślana logistyka.

W polskim Knight Frank zawsze było więcej kobiet niż mężczyzn. Pani Monika przyznaje, że lubi pracować z kobietami, ale takimi, które chcą pracować. W każdej chwili kilka kobiet w firmie jest albo w ciąży, albo na urlopie macierzyńskim. Wiele też urodziło dzieci i wróciło do pracy. – Są szczęśliwe, że mogą tutaj pracować, bo wiedzą, że nikogo nie piętnujemy dlatego, że ma dzieci. Wręcz przeciwnie, szukamy rozwiązań i staramy się pomóc. Pracujemy w systemie zadaniowym, ale każdego można chwilowo zastąpić. Dzięki temu mamy bardzo lojalny zespół – mówi Monika Dębska. – Moi szefowie w Londynie też nie byli zachwyceni, gdy zaszłam w drugą ciążę. Sama to wszystko przeżyłam i wszystko rozumiem.

Renata Kinde-Czyż: Byłam tam, gdzie tworzył się rynek

W tworzeniu polskiego rynku nieruchomości komercyjnych uczestniczyła również Renata Kinde-Czyż, zarządzająca Metro Properties w Polsce.

Po raz pierwszy z rynkiem nieruchomości zetknęła się, pełniąc funkcję zastępcy dyrektora Centrum Handlowego Klif w Gdyni. – To był kompletny przypadek. Był 1996 r., nieruchomości komercyjnych w Polsce praktycznie nie było. Idąc na rozmowę o pracę, nie do końca wiedziałam, na czym ta praca będzie polegać – wspomina. – Moim wielkim atutem było to, że płynnie mówiłam po norwesku i szefowa mogła ze mną swobodnie rozmawiać w swoim rodzimym języku.

Gdy w 1997 r. niemiecka firma Metro Properties wchodziła na polski rynek, Renata Kinde-Czyż nie miała zbyt dużej konkurencji – jeśli chodzi o doświadczenie w zarządzaniu centrami handlowymi w Polsce. W drugiej połowie lat 90. pracowników, którzy wcześniej zajmowali się zarządzaniem nieruchomością handlową, można było policzyć na palcach jednej ręki. Z każdym rokiem doświadczenie pani Renaty było coraz większe.

Praca na awans do zarządu firmy zajęła jej wiele lat. W Metro Properties zaczynała jako dyrektor centrum handlowego. – Kobietom jest znacznie trudniej udowodnić, że poradzą sobie na najwyższych stanowiskach w firmie. Biznes działa na męskich zasadach, tutaj jest dużo współzawodnictwa – mówi Renata Kinde-Czyż. – Niektórzy mężczyźni z powodów ambicjonalnych nie chcą, żeby ich szefową była kobieta, mają problem z zaakceptowaniem takiej sytuacji. Uważają, że jest to zachwianie „naturalnego” porządku.

Praca dyrektora centrum handlowego albo asset managera wymaga dużej dyspozycyjności czasowej i mobilności. Kobietom doskwiera praca na zmiany i w weekendy. Nie każdy to lubi i nie każdy się na to zgadza. – Metro Properties zarządza centrami handlowymi w całym kraju. Gdy podpisujemy umowę z kolejnym właścicielem, w naszych szeregach szukamy dyrektora i zespołu dla tego centrum. Takie decyzje bardzo często wiążą się z przeprowadzką na drugi koniec Polski. Sama przeszłam ten etap. Najtrudniej było, gdy miałam małe dzieci –opowiada Renata Kinde-Czyż. –Ta praca nie jest łatwa, jednak przyciąga konkretny typ ludzi:  uzależnionych od życia na wysokich obrotach, lubiących zmiany i błyskawiczne tempo. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że kocham swoją pracę – jej intensywność i różnorodność zadań, jakie przede mną stawia.

Według Renaty Kinde-Czyż kobietom w biznesie funkcjonować jest trudniej. W bardzo dobitny sposób muszą udowadniać, że są dobre. Zwłaszcza w przypadku stanowisk, na których zarządzają całą firmą. Szefowa Metro Properties w Polsce dostrzega jeszcze jedno zagrożenie dla kobiet na wysokich stanowiskach: – Kobiety, chcąc grać, i oczywiście wygrywać z mężczyznami, często zaczynają to robić na ich zasadach. Z czasem nabierają męskich cech. Ta zabójcza kombinacja może pociągnąć je w dół – mówi. – Kobiety mają szansę wzbogacać i modyfikować męski świat wtedy, gdy pozostają sobą.

Agnieszka Jachowicz: Potrzebny jest czas na marzenia

Agnieszka Jachowicz jest jedyną kobietą, która zarządza funduszem nieruchomości w Polsce. W zagranicznych funduszach jest trochę więcej pań, ale i tam prym wiodą mężczyźni. Gdy pani Agnieszka wiele lat temu pracowała w brytyjskiej firmie, jej szefowie twierdzili, że bycie kobietą w nieruchomościach to atut. – Wtedy puściłam tę uwagę mimo uszu, nie zastanawiając się, co konkretnie mieli na myśli, ale dzisiaj wydaje mi się, że w pewnych dziedzinach, na przykład w działach wynajmu, kobietom łatwiej jest robić interesy. Są atrakcyjne, przyciągają uwagę, jest ich mniej, dlatego wyróżniają się i klient szybciej je zapamiętuje – mówi Agnieszka Jachowicz.

Skończyła Wydział Inżynierii Lądowej na Politechnice Warszawskiej. Po studiach pracowała w firmach budowlanych. Potem urodziła dwoje dzieci i opiekując się nimi, na 6,5 roku zrezygnowała z pracy zawodowej, do której wróciła w wieku 34 lat.
O tym, że trafiła do branży nieruchomości, zdecydował przypadek. Przyjaciółka, która wcześniej zrobiła uprawnienia rzeczoznawcy majątkowego, powiedziała pani Agnieszce, że jest dużo pracy w działach najmu, ale trzeba znać perfekcyjnie angielski. W tym czasie Agnieszka Jachowicz pracowała już na pół etatu w szkole jako nauczycielka angielskiego. Ze szkoły do nieruchomości odchodziła ze łzami w oczach, ale w nowej firmie za pół etatu dostała trzy razy wyższą pensję, a po kilku miesiącach otrzymała propozycję pracy w pełnym wymiarze godzin. Skończyła studia podyplomowe na Sheffield Hallam University w zakresie wyceny i zarządzania nieruchomościami, zdobyła uprawnienia państwowe rzeczoznawcy majątkowego i licencję pośrednika w obrocie nieruchomościami. – Wiedziałam, że jeśli chcę coś w tej branży osiągnąć, po tej kilkuletniej przerwie muszę się szybko uczyć i dużo pracować. Nie było mi łatwo każdego ranka zostawiać dzieci z opiekunką, ale nie miałam innego wyjścia. W gorszych momentach tłumaczyłam sobie, że spędziłam z nimi ponad sześć lat, gdy były małe. Jeśli teraz zdecydowałam się wrócić do pracy, muszę zrobić to porządnie – opowiada.

Agnieszka Jachowicz uważa, że dla kobiety, która ma rodzinę i dzieci, najtrudniejsza jest praca w usługach. W leasingu czy doradztwie trzeba być bez przerwy dyspozycyjnym. – Gdy pracowałam w agencji nieruchomości Henry Butcher, a potem w DTZ, zdarzało się, że klienci chcieli, żeby organizować im trzydniowe wycieczki, pokazywać inwestycje. Przedstawiciele izraelskiej firmy chcieli regularnie przyjeżdżać do Warszawy w niedziele i pracować ze mną. Odmówiłam, tłumacząc, że w naszej kulturze niedziela jest świętem.

Według pani Agnieszki, mężczyznom zdarza się w pracy traktować kobiety w sposób lekceważący. – Jeden z moich szefów, wiele lat temu, miał zwyczaj komentować moją pracę słowami: nie rozumiem, o co ci chodzi, zachowujesz się jak kobieta, mówisz jak kobieta. Zawsze byłam dobrze przygotowana i wiem, że to nie były uwagi merytoryczne. Ale nauczyłam się jednego: kobiety w biznesie powinny skupić się na dobrych technikach komunikacji. Umiejętność rzeczowego przedstawiania swoich racji wybija panom podobne argumenty z ręki.

Dzisiaj rynki finansów i nieruchomości nadal fascynują Agnieszkę Jachowicz, a ciągłe ryzyko, które każdego dnia musi ponosić, podejmując decyzje zawodowe, dodaje jej adrenaliny. Jednak coraz bardziej brakuje jej czasu na realizowanie marzeń – na malowanie, zajmowanie się ukochaną sztuką, na czytanie książek. Chciałaby wyjechać na dwumiesięczne wakacje.

Anna Malarczyk: Nie walę głową w mur, tylko robię swoje

Anna Malarczyk, dyrektor w węgierskiej firmie Futureal, jest przekonana o tym, że jeśli kobieta chce zrobić karierę, to żaden mężczyzna nie jest w stanie jej w tym przeszkodzić. – Fakt, że ja w wieku 35 lat jestem na stanowisku dyrektor zarządzającej w jednej z największych firm deweloperskich w Europie Środkowej i Wschodniej, jest potwierdzeniem, że kobiety mogą znaleźć się w top managemencie firmy nieruchomościowej – takim stwierdzeniem rozpoczęła naszą rozmowę. W 2001 r. skończyła architekturę na krakowskiej politechnice. Żeby jednak stać się architektem i zacząć zarabiać sensowne pieniądze, przez kilka pierwszych lat musiałaby pracować za darmo. Przejrzała ogłoszenia prasowe i tak znalazła pracę w sieci handlowej Plus Discount. Kilka lat później dostała posadę w Echo Investment, które właśnie rozpoczynało ekspansję zagranicą. W 2006 r. wyjechała do Budapesztu i zaczęła pracę nad wielofunkcyjnym projektem Mundo.

W polskich nieruchomościach rok 2006 był czasem boomu, a na Węgrzech początkiem wewnętrznego kryzysu. Pani Anna pracowała nad projektem galerii, budowała zespół i promowała markę Echo na Węgrzech. Jej kolejnym doświadczeniem była praca w firmie Futureal. – Węgierski deweloper chciał, żebym doradzała mu w ekspansji na polski rynek – opowiada. – W tym samym czasie poznałam Sycylijczyka i ani jemu, ani mnie ten Budapeszt nie był już po drodze.

Z mniej poważnym traktowaniem kobiet w biznesie w swojej karierze spotkała się przy okazji negocjacji zakupu gruntów od urzędu miasta w Budapeszcie. – Miałam wrażenie, że tamtejsi włodarze rozmawiali ze mną tylko dlatego, że towarzyszył mi prawnik – mężczyzna. Negocjacje odbywały się w taki sposób, że panowie z ratusza mówili do prawnika, a on przekazywał to mnie – wspomina pani Anna. – Na szczęście mam dystans do takich sytuacji. Nie walę głową w mur, tylko robię swoje.

Anna Malarczyk kompletnie nie rozumie argumentu, że młode kobiety nie awansują, bo mogą zajść w ciążę i na jakiś czas wypaść z zawodowej gry. Uważa, że równie często kobieta zostaje matką, co mężczyzna zwyczajnie odchodzi z pracy. Konsekwencje są identyczne: brak ciągłości, konieczność szybkiego zastępstwa i przekazania obowiązków. – Kiedyś wszystko działo się naturalniej bardziej naturalnie – kolejne szczebelki w karierze, ciąża, powrót do pracy, awans. Dzisiaj za dużo teoretyzujemy, tworząc problemy tam, gdzie ich nie ma – komentuje.

Pani Anna chciałaby, żeby w nieruchomościach było więcej kobiet. Ale za to, że jest ich mało, nie wini mężczyzn. – Myślę, że w dużej części to jest decyzja samych zainteresowanych. Nieruchomości to specyficzna branża. Projekty rozsiane są po całym kraju, a nieraz i po Europie. Dużo się podróżuje, mieszka w hotelach. Być może też kobiet nie ciągnie tak bardzo jak mężczyzn top management. Nie pchają się na górę, nie chcą tej odpowiedzialności, pracy w nienormowanych godzinach. To nie jest dla każdego i nie każdy to lubi – mówi Anna Malarczyk i dodaje, że kobieta na stanowisku kierowniczym musi być odporna psychicznie. Nie może się za dużo zastanawiać, czy zawodowi partnerzy patrzą na nią jak na partnera, czy myślą o niej gorzej, bo jest kobietą. – Ten zawód naprawdę wymaga odwagi i hartu ducha. Trzeba być profesjonalistką i umieć wykorzystać swoje silne strony – podsumowuje.

Magdalena Fabijańczuk-Antkowicz

 

* Artykuł ukazał się w marcowym wydaniu magazynu THE CITY

Średnia ocena

Na podobny temat

Komentarze

Zaloguj się aby móc dodawać nowe komentarze.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej tutaj. ×