Tu jesteś:

PRL wciąż obecny w polskim budownictwie

W czasach PRL nieruchomości o małym metrażu były receptą na głód mieszkań i szansą na własny kąt dla mniej zamożnej części społeczeństwa. Dziś obserwujemy powrót do tych wzorów, z tym że relatywnie małe mieszkania aspirują dziś do miana apartamentu na rynku premium.

Inspiracje minioną epoką są zauważalne w branży nieruchomości już od kilku lat. Najbardziej widocznym zjawiskiem jest powrót do kultowych mebli z okresu PRL. Zaprojektowane w 1980 roku krzesło Lotos, ikoniczny fotel 366 autorstwa Józefa Chierowskiego, a nawet segmentowe „meblościanki Kowalskich”, mogące pomieścić wiele przedmiotów, dziś znów są pożądane jako stylowe elementy i środek estetycznego wyrazu. Takie meble można znaleźć w wielu luksusowych apartamentach.

Wraca również trend na mniejsze metraże w budownictwie. W PRL wielkość mieszkań narzucał socrealistyczny ustrój, w 1961 roku na jedną osobę przypadało zaledwie 6 mkw, później normę zwiększono do kilkunastu mkw. Te przepisy wpływały na projekty (powstawało wiele ciasnych mieszkań), ale też wymusiły produkcję kompaktowych mebli jak np. wspomniana meblościanka.

Powstające dzisiaj mieszkania nie mają już przydziału metrażu narzuconego przez ustrój, ale ergonomia i wielofunkcyjność znów stały się kluczowe przy organizowaniu przestrzeni. Zastosowanie nowych technologii łączy się ze starymi konceptami. Z tym, że wzorce budownictwa sprzed 1989 roku nie dotyczą już wyłącznie masowych realizacji dla mniej zamożnych klientów, ale wkroczyły do segmentu premium, w tym do apartamentów przeznaczonych pod inwestycje. Przez stosowanie takich rozwiązań, lokale na rynku premium, tracą swój luksusowy charakter.

Obserwujemy powstawanie większej liczby 3-pokojowych apartamentów w relatywnie małym metrażu, za to maksymalnie wykorzystujących ograniczoną przestrzeń. Możemy więc śmiało powiedzieć, że “czar PRL” triumfalnie powrócił. Dało się to zauważyć już po kryzysie 2007-2008 roku, dziś znów wiele osób kupuje lokale o mniejszych metrażach. Według raportu NBP za II kwartał 2019, w Warszawie, Krakowie i Gdańsku najwięcej dostępnych na rynku mieszkań mieściło się w przedziale 40,1-60 mkw[1]. Kiedyś obowiązywała zasada “ciasne, ale własne”, dziś podobny poziom komfortu oferuje dużo lepiej brzmiący “minimalizm”, coraz bardziej obecny w segmencie premium. Niestety pod przykrywką luksusowych apartamentów często kryją się rozwiązania rodem z PRL-u - mówi Agata Karolina Lasota, dyrektor zarządzająca LBC Invest.

Według Raportu „High Level Book” przygotowanego przez High Level Sales & Marketing, w 2018 roku ten segment rynku zanotował wzrost o 9%, a jego wartość wyceniono na ponad 1,3 mld złotych. Na podium pod względem średniej ceny za metr kwadratowy, którą trzeba zapłacić, aby stać się właścicielem nieruchomości premium znalazły się między innymi Warszawa z wartością 25 tys. zł, Trójmiasto - 17,5 tys. zł, a także Wrocław – 14,5 tys. zł i Kraków – 13,8 tys. zł. W I półroczu 2019 średnia cena tego segmentu w Warszawie wzrosła do kwoty 28.000. Taki rozwój napędzany jest również kapitałem inwestorów zagranicznych.

Na trójmiejskim rynku mieszkaniowym aktywni są zagraniczni inwestorzy indywidualni i fundusze inwestycyjne. Najczęściej dotyczy to Norwegów, Szwedów, Brytyjczyków, Niemców i Rosjan. Ma na to wpływ pozytywny wizerunek regionu, a także atrakcyjna lokalizacja, pod względem turystycznym, ale też biznesowym i naukowym. Warto podkreślić, że od trzech lat firmy i osoby prywatne z Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Szwajcarii mogą nabywać nieruchomości w Polsce bez specjalnych zezwoleń. Możemy się więc spodziewać, że liczba inwestorów będzie się zwiększać, a Trójmiasto wciąż będzie wysoko oceniane jako miejsce na inwestycję w nieruchomości - zauważa Agata Karolina Lasota.

Średnia ocena

Na podobny temat

Komentarze

Zaloguj się aby móc dodawać nowe komentarze.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej tutaj. ×