Tu jesteś:

Stabliny okręt w niespokojnych czasach - wywiad cz.II

John Duckworth, dyrektor zarządzający w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej w Jones Lang LaSalle

John Duckworth, dyrektor zarządzający w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej w Jones Lang LaSalle, mówi w rozmowie z THE CITY o tym, w jakie nieruchomości warto inwestować, czy Chiny i Indie zabiorą Europie inwestorów oraz dlaczego Polska może się znaleźć na łasce globalnych rynków.

Co Pan sądzi o „zielonym budownictwie” – jaki jest jego wpływ na najemców, rynek i na ceny?

To bardzo kompleksowe zagadnienie. Jest wiele opinii na temat „zielonej agendy” i zrównoważonego budownictwa, które dotykają jedynie poszczególnych jego elementów. Kluczem jest próba połączenia interesów inwestorów, deweloperów, wynajmujących i instytucji finansowych, bez jednoczesnej straty dla którejkolwiek ze stron. Pewnego rodzaju „sprzężenie” interesów nie zawsze jednak było kwestią oczywistą dla wszystkich tych podmiotów. Wydaje mi się jednak, że zaczyna się to zmieniać.

Czy istnieje w ogóle taka potrzeba?

Jedną z kluczowych kwestii w tym temacie jest – wymuszona przez rosnącą konkurencję na rynku wynajmu – potrzeba dostosowania się do wymagań najemców. Poprzez CSR (Corporate Social Responsibility – społeczna odpowiedzialność korporacji) i liczne podobne inicjatywy obserwujemy rosnące zainteresowanie zielonymi budynkami, zarówno ze strony samych korporacji, jak i ich pracowników. Wielu z nich należeć będzie do nowego pokolenia, które chce przebywać w przestrzeni odpowiadającej założeniom zielonej polityki. Firmy z kolei, by być postrzeganymi jako atrakcyjne miejsce zatrudnienia, powinny podążać za „zielonym” trendem. Oczekiwania ze strony najemców korporacyjnych konfrontowane są z tym, co deweloperzy i wynajmujący chcą dostarczyć. Sprowadza się to do analizy kosztów i zysków. Obserwujemy stopniowe odchodzenie od koncepcji zrównoważonego rozwoju jako dobrej ale bardzo drogiej, ku przekonaniu, iż jest ona w stanie wygenerować wymierne oszczędności w zakresie eksploatacji obiektów. Rozwiązania związane z systemami klimatyzacji, doprowadzania wody oraz wieloma innymi wyrastającymi na „zielonym gruncie” coraz pełniej odpowiadają wymaganiom „zielonej agendy” oraz generują oszczędności dla wynajmujących. Obecnie zastosowanie „zielonych” rozwiązań z reguły wiąże się jednak wciąż z czysto marketingowymi przesłankami właścicieli budynków. Odznaczenia LEED czy BREAM mają zwyczajnie na celu wzmocnienie marketingowych haseł, a tym samym przyciągnięcie najemców. Naprawdę ważnym etapem rozwoju budownictwa zrównoważonego będzie moment, w którym właściciele i deweloperzy dostrzegą obopólne wymierne korzyści z budowania technologicznie zielonych budynków.

 Czy będzie to dotyczyć także centrów handlowych?

Będzie to dotyczyć wszystkich nieruchomości. Wszyscy będą musieli przywiązywać wagę do „zielonej polityki”. Ze względu na większą liczbę najemców centra handlowe mają nieco inną specyfikę niż przodujący w tym względzie sektor biurowy. Duża liczba najemców oraz wysoki poziom konsumpcji energii wymagają spojrzenia na nie z innej perspektywy. To kolejny obszar, który czeka na rozwój. Dostosowanie do wymagań zrównoważonego budownictwa dotyczyć będzie także magazynów. Ponad wszelką wątpliwość obserwować będziemy rosnące zainteresowanie rozwiązaniami takimi jak odzyskiwanie ciepła, generatory energii słonecznej na dachach itp. Jestem przekonany, iż obiekty wszystkich kategorii będą musiały wykorzystać zielone budownictwo w ten, czy inny sposób. Najbardziej zaawansowanym w tym względzie pozostaje wciąż rynek nieruchomości biurowych.

Czy jest Pan w stanie przewidzieć nasycenie polskiego rynku nieruchomości w ciągu najbliższych 2-3 lat, jeśli chodzi o zielone budynki, zrównoważone budownictwo i postęp technologiczny w tych dziedzinach?

Rozwój zrównoważonego budownictwa będzie niewątpliwie wypadkową wprowadzania przez firmy zielonych budynków do swoich strategii CSR oraz zapotrzebowania na zielone przestrzenie zgłaszanego przez najemców. Wydaje mi się, że z punktu widzenia tych ostatnich zielona agenda staje się coraz bardziej istotna, ale trzeba jeszcze udowodnić deweloperom i właścicielom opłacalność tego typu rozwiązań. Wraz z postępem technologicznym w zakresie „zielonych” rozwiązań argumenty za ich wykorzystywaniem stają się silniejsze i bardziej obiektywne niż jeszcze pięć lat temu. Jeśli chodzi o kwestie ekonomiczne w sektorze nieruchomości musi nastąpić wspomniane już „sprzężenie interesów” działających na tym rynku podmiotów – i wydaje mi się, że możemy się go spodziewać w ciągu najbliższych kilku lat. Dodatkowym argumentem za wzrostem zainteresowania budownictwem zrównoważonym ze strony inwestorów jest wyższa wartość portfolia zawierającego budynku odpowiadające nie tylko obecnym, ale i przyszłym rynkowym trendom.

Patrząc na Pańską branżę, co jest największym wyzwaniem?

Jest wiele wyzwań, ale wszystkie one sprowadzają się do szeroko pojętej kwestii przewidywalności. Należy ostrożnie dobierać obszary, w które chce się inwestować. Niezwykle ważnym jest wybór właściwej strategii działania na kolejny cykl pięcioletni oraz próba zaimplementowania pewnej przewidywalności w tym niepewnym dla biznesu okresie.

Czy rynek jest bardziej niepewny niż 5 lat temu?

Tak, wydaje mi się, że jest. Mam na myśli rynek europejski. W Polsce sytuacja jest relatywnie stabilna, co powinno przynieść pewne średnio- i długoterminowe korzyści. Biorąc pod uwagę perspektywę europejską, mamy obecnie do czynienia z wieloma całkowicie nowymi, nieprzewidywalnymi czynnikami. Jeszcze do niedawna nikt nie poddawał wątpliwości wiarygodności rynków takich jak Irlandia, Hiszpania czy Włochy. Dziś, już tak nie jest. W moim przekonaniu przewidywalność jest natomiast w pewnym stopniu cechą polskiego rynku – zasoby powierzchni są niewielkie, a gospodarka rozwija się we właściwym kierunku. Pojawiło się wprawdzie kilka sygnałów ostrzegawczych, myślę jednak że są to zjawiska, z którymi obecny rząd powinien sobie poradzić, jeśli tylko będzie miał przy tym na względzie interesy rynku. W przypadku branży, którą reprezentuję łatwiej jest prognozować przyszłość w odniesieniu do rynku polskiego niż pozostałej części rynku europejskiego. Zamierzamy inwestować w nasze kluczowe usługi, w których dostrzegamy dalszy potencjał rozwoju w ciągu najbliższych kilku lat.

Czy powinniśmy się spodziewać, że w niedalekiej przyszłości rynki takie jak Indie czy Chiny będą bardziej atrakcyjne dla świata i wszyscy zaczną tam inwestować?

Sądzę że w pewnym stopniu zjawisko to możemy zaobserwować już teraz. To co dzieje się w tych regionach budzi ogromne zainteresowanie inwestorów. Jednocześnie docenia się i darzy zaufaniem rynki takie jak Polska. Inwestując w Chinach czy Indiach można wiele zyskać, jednak moim zdaniem wiąże się to z ogromnym ryzykiem. Cieszy mnie fakt, iż posiadamy na tych rynkach ugruntowaną pozycję i możemy świadczyć kompleksowe usługi doradcze naszym klientom. Mimo dobrego rozpoznania lokalnego rynku jesteśmy świadomi konieczności bycia przygotowanym na potencjalne zawirowania rynkowe. Myślę, że ignorowanie takich rynków jak Polska, a nawet tych gdzie aktywność inwestycyjna jest obecnie ograniczona, jak Wielka Brytania czy Hiszpania może być zgubne. Oczekiwanie gwałtownego załamania najważniejszych rynków europejskich wydaje się skrajnie pesymistycznym podejściem. Rynki te ustabilizują się; różnymi sposobami i w różnym tempie. Proces stabilizacji może też dotyczyć różnych kategorii obiektów, ale sądzę że nie powinno to wpłynąć na zaprzestanie inwestycji. Przekonanie o wyższości  rynków inwestycyjnych Chin czy Indii tylko dlatego, że gospodarki tych krajów mają się dziś dobrze, wydaje się naiwnym podejściem.

Średnia ocena

Na podobny temat

Komentarze

Zaloguj się aby móc dodawać nowe komentarze.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej tutaj. ×