Tu jesteś:

Nietypowa atrakcja turystyczna (wywiad)

Sławomir Murawski, dyrektor Manufaktury

W Łodzi jest powiedzenie, że wszystko co jest dobre dla Łodzi jest dobre dla Manufaktury, a wszystko co jest dobre dla Manufaktury jest dobre dla Łodzi. Sukces Manufaktury udowodnił, że warto rewitalizować zabytkowe obiekty – mówi Sławomir Murawski, dyrektor Manufaktury.

Manufaktura w rankingu najatrakcyjniejszych miejsc turystycznych w Łodzi jest na pierwszym miejscu. Na jednym z serwisów turystycznych na jej temat wypowiedziało się 1080 osób - 93% to opinie doskonałe i bardzo dobre, 2 % to opinie złe. Rozmowa na temat Manufaktury wyłącznie w kontekście przestrzeni handlowej wydaje się być niewystarczająca i nie wyczerpuje potencjału tego miejsca.

Sławomir Murawski: O Manufakturze nie można powiedzieć, że jest standardowym centrum handlowym. Jest ona owocem pewnej wizji. W okresie PRL-u funkcjonował na terenie fabryki Zakład Przemysłu Bawełnianego Poltex. Po jego zamknięciu pozostało 30 hektarów terenu i 22 budynki. Pomysłodawcą zagospodarowania tego kompleksu był ostatni dyrektor Poltex-u Mieczysław Michalski. Projekt ten wymagał koncepcji, profesjonalnego przygotowania, zdobycia środków i wizjonerów, którzy go zrealizują. Poszukiwania trwały kilka lat. Uwierzyli w niego ludzie z firmy Apsys. Wiedzieli jak marzenia przekuć w rzeczywistość i to w taką rzeczywistość, która wiąże się zyskami.   

Jaka to była rzeczywistość?

SM: Twórcy Manufaktury mieli plan, jak powinna ona funkcjonować. Celem było stworzenie najbardziej dynamicznego miejsca publicznego w Polsce o zasięgu regionalnym. W owym czasie było to wielkie wyzwanie. Dlaczego? Dlatego, że w drugiej połowie lat 90. Łódź była zupełnie innym miastem niż obecnie. Było duże bezrobocie. Stephen Pragnell, ówczesny prezes Apsys w Polsce, spotykał się opiniami, że jest to zbyt duży obiekt. Takie głosy padały nawet dzień przed otwarciem. Poza tym, był to pierwszy przypadek rewitalizacji fabryki, takiej wielkości. Wcześniej zdarzały się rewitalizacje pojedynczych budynków na cele prowadzenia własnej działalności. Manufaktura była pierwszą rewitalizacją takiej skali z przeznaczeniem na nowoczesne funkcje handlowe i rozrywkowe.

Na tej rewitalizacji zyskało również miasto.

SM: W Łodzi jest powiedzenie, że wszystko co jest dobre dla Łodzi jest dobre dla Manufaktury, a wszystko co jest dobre dla Manufaktury jest dobre dla Łodzi. Sukces Manufaktury udowodnił, że warto rewitalizować zabytkowe obiekty. Jest to droższe niż budowanie od podstaw, ale zyskuje się autentyczność. Obecnie Łódź dzięki programowi rewitalizacji odzyskuje dawny blask.

Stąd też wysoka pozycja Manufaktury w rankingu?

Fabryka funkcjonuje w świadomości łodzian od przeszło stu lat. Manufaktura jest dla nich ważna. Każdy łodzianin zna kogoś, kto tu pracował. W najlepszym okresie w zakładzie pracowało kilkanaście tysięcy osób. Każdy jest więc związany z tym miejscem. Zdarzają się odwiedziny sentymentalne, kiedy dziadkowie pokazują miejsce pracy swoim wnukom. Świadczy to o związku emocjonalnym z tym miejscem a my staramy się go podtrzymywać. Mieszkańcom złożyliśmy obietnicę, że historia tego miejsca nie zostanie zapomniana. Dlatego na terenie funkcjonuje muzeum fabryki, utrzymywane przez Manufakturę. Najcenniejszymi eksponatami są krosna, które Izrael Poznański sprowadził 130 lat temu. Wszystkie one nadal funkcjonują i stanowią wielką atrakcję turystyczną. Przekłada się to na odwiedzalność. Rocznie przychodzi tu ponad 20 mln. osób. Taki wynik uzyskują tylko centra handlowe znajdujące się przy dworcach.

Opera jest częścią tej obietnicy?

SM: Opera Człowiek z Manufaktury jest rzeczą niebywałą. Pomysłodawcą jej stworzenia był dyrektor Teatru Wielkiego w Łodzi. Nie mogliśmy nie wykorzystać tej okazji do pokazania światu zarówno Manufaktury jak i Łodzi. Wspólnie z Teatrem Wielkim ogłosiliśmy konkurs na napisanie opery. Przewodniczącym jury był Krzysztof Penderecki. Główną nagrodę przyznano uznanemu kompozytorowi i dyrygentowi młodego pokolenia - Rafałowi Janiakowi. Było to olbrzymie przedsięwzięcie artystyczne. Przygotowania do wystawienia Człowieka z Manufaktury trwały trzy lata. Na scenie wystąpiło 200 artystów. Próby trwały kilka miesięcy. W operze wystąpili między innymi: mezzosopranistka Małgorzata Walewska, kontrtenor Michał Sławecki, baryton Stanisław Kierner i debiutujący w operze aktor dramatyczny Wojciech Pszoniak, który wiele lat wcześniej znalazł się w fabryce biorąc udział w produkcji filmu „Ziemia obiecana”. Plenerowa premiera widowiska odbyła się 18 maja 2019 roku. Spektaklem na terenie Manufaktury chcieliśmy docenić osoby, które pracowały w na terenie fabryki. Naszą ambicją było zaproszenie jak największej liczby tkaczek i tkaczy tam pracujących. Dawnych pracowników Poltexu udało się odnaleźć i zaprosić na wydarzenie dzięki zorganizowanej przez Manufakturę, akcji ich poszukiwania, w którą włączyły się wszystkie łódzkie, a także ogólnopolskie media. Wszystkie 500 specjalnie przygotowanych dla nich miejsc w pierwszych rzędach zostały wypełnione i nikt nie zrezygnował z zaproszenia. To był wielki dzień dla Łodzi i pracowników tej fabryki. Mieszkańcy doceniają to i są dumni z tego miejsca. Dzięki temu mamy tysiące ambasadorów. Dlatego właśnie Manufaktura jest największą atrakcją w regionie łódzkim.

Pełna treść wywiadu dostępna jest w Almanachu Centrów Handlowych 2019/2020.

Średnia ocena

Na podobny temat

Komentarze

Zaloguj się aby móc dodawać nowe komentarze.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej tutaj. ×