Przez ostatnie lata mniejsze miejscowości były w centrum zainteresowania deweloperów i inwestorów. Teraz przedsięwzięcia w tych lokalizacjach są oceniane przez instytucje finansowe jako bardziej ryzykowne.
- Wszystko z powodu mniejszej siły nabywczej mieszkańców, spadku popytu ze stron sieci handlowych, niższych możliwych do uzyskania stawek czynszowych i większej wrażliwości na potencjalną konkurencję – wylicza Katarzyna Michnikowska, starszy analityk w Dziale Doradztwa Cushman & Wakefield.
Lokalizacje w dużych miastach są oceniane przez ekspertów, i co najważniejsze banki, jako sprawdzone. - Rynki te są zbadane, rozpoznana jest sytuacja w każdej dzielnicy, znana jest siła nabywcza mieszkańców i wiadomo, kto jest potencjalnym klientem. To wszystko powoduje, że ryzyko inwestowania jest mniejsze, a tym samym o wiele łatwiej pozyskać finansowanie na realizację projektu - wyjaśnia Joanna Mroczek z CB Richard Ellis Polska.
Skąd jeszcze niechęć banków do przedsięwzięć handlowych w mniejszych miastach? Otóż przed kryzysem deweloperzy wchodzili do mniejszych miast i z powodzeniem realizowali tam projekty. Okazało się jednak, że nie mogą liczyć na długotrwały sukces. - Gdy pojawiał się drugi projekt, rynek stawał się za mały dla obu centrów. Deweloperzy wracają więc na głębsze rynki, aby uniknąć zagrożeń związanych z konkurencją – tłumaczy Karina Kreja, starszy analityk rynku powierzchni handlowych CB Richard Ellis Polska.
Taki stan rzeczy szybko nie ulegnie zmianie. - Poziom ryzyka dla branży deweloperskiej jest ciągle podwyższony. Stąd firmy z tego sektora mogą mieć problemy z pozyskaniem finansowania swoich inwestycji - wyjaśnia Dariusz Winek, główny ekonomista Banku BGŻ.
Dodaje, że pewna szansa na poprawę tej sytuacji pojawi się w ciągu dwóch lat.
Źródło: Thecity.com.pl

Komentarze
Zaloguj się aby móc dodawać nowe komentarze.